Jak przekonać młodego do noszenia rajstop?

Zima już wprawdzie się skończyła, ale pogoda wciąż pozostawia wiele do życzenia. Bywają dni piękne i słoneczne, a przy tym bywają również i takie przeraźliwie chłodne i niemiłe. Na wieszakach przy wyjściu czuwają ubrania wszelkiego typu – od zimowej kurtki po letni kapelusz. No i oczywiście znienawidzone przez przedszkolaka płci męskiej rajstopy. Przedszkolak jest już zazwyczaj świadomy, że rajstopy najczęściej noszą dziewczynki, a tata, który jest dla niego największym autorytetem, ich nie nosi. Pogoda na zewnątrz niestety nie odpuszcza i czasem po prostu trzeba go wsadzić w te nieszczęsne rajstopy. Jak zatem bez awantur i bójek pozbyć się problemu nielubianych „rajtek”?

superheroes-1560256_960_720

bo superbohaterowie przecież są od tego, żeby pomagać

Zaangażowani rodzice zazwyczaj pilnują swoich maluchów, żeby nie oglądały bajek animowanych o wątpliwych treściach. Są jednak koledzy i koleżanki w przedszkolu, którzy mają starsze rodzeństwo i naturalną siłą rzeczy są wdrożeni również w rozrywki dla starszaków. Dzięki temu młody doskonale zdaje sobie sprawę z istnienia superbohaterów, którzy pojawiają się również na jego ubraniach sprezentowanych po starszych dzieciach znajomych. Właśnie dzięki tym superbohaterom sprawę rozwiązaliśmy wybitnie. Pokazałam młodemu obrazek ze Spiderman’em i z udawanym zdziwieniem zwróciłam mu uwagę, że przecież jego ulubiony superbohater też chodzi w rajstopach. I tyle wystarczyło. „Rajty” w końcu wróciły do łask. Gorąco polecam metodę „na superbohatera”!

Nowa/stara torebka + Minionki

A oto i moja nowa/stara torebka. Ma pewnie z 10 lat, ale bardzo ją lubię, bo przypomina mi jeszcze studenckie czasy. Trochę wysłużona i z plamami w niektórych miejscach. Nic nie szkodzi, żeby je zakryć przypinkami z Minionkami (1,49 zł/szt.). Mam super torebkę i „szacun” w oczach wszystkich dzieci, które mnie mijają na ulicy. Moje własne niestety jeszcze za małe na wspólne oglądanie Minionków.

Dlaczego warto mieć gniazdko w szafie?

Jako Matka Polka codziennie testuję wraz z dwójką maluchów i mężem swój dom pod względem dobrej organizacji. Z wykształcenia jestem architektem, a z zamiłowania poszukiwaczem praktycznych rozwiązań, więc tym bardziej temat jest mi bliski. Zdarza mi się czytać książki o dobrej organizacji przestrzeni mieszkalnej, z których wprawdzie niektórzy nabijają się do rozpuku, ale które czasami potrafią naprawdę usprawnić codzienne funkcjonowanie. Przy dwójce dzieci nie ma wyjścia. Trzeba stać się mistrzem organizacji. Dzisiaj chciałabym się podzielić z wami czymś, czego zazwyczaj architekci nie proponują nawet na etapie projektowania wnętrz, a na co wpadłam próbując ogarnąć skomplikowaną rzeczywistość pełnoetatowej matki i pani domu.

O moim super odkurzaczu (Zelmer Cito 2 w 1) pisałam już wcześniej. W dalszym ciągu jest niezastąpiony i w dalszym ciągu wzbudza zainteresowanie przybyszów, bo stoi na widoku w toalecie dla gości. Niekoniecznie mam ochotę dzielić się swoimi trikami z każdym, kto przestąpi próg mego domostwa. A niech sobie myślą, że jestem taka super ogarnięta bez specjalnych gadżetów! Zatem najchętniej ukryłabym go w szafie typu garderoba. No tak, ale żeby był w ciągłej gotowości, potrzebuje stałego dostępu do prądu. I z tego względu pojawiła się po raz pierwszy moja chęć posiadania gniazdka elektrycznego w szafie.

Utwierdziłam się w tym pomyśle dodatkowo, rozmyślając o tym, jak zorganizować sobie miejsce do prasowania, żeby było bezpieczne dla mojego ówcześnie pełzającego malucha. Małe dzieci mają to do siebie, że produkują w krótkim czasie niewiarygodne ilości brudnych ubrań. Oczywiście z wielkimi górami prania, a następnie prasowania muszą później powalczyć rodzice. Z perspektywy raczkującego brzdąca czynność prasowania jest niezwykle ciekawa. Jest deska, po której można się wspinać i którą można trząść. Jest żelazko, które zieje parą wodną. Jest też kabel, który cały czas się rusza i zachęca do chwytania. Stwierdziłam, że najbezpieczniej będzie posiadać podwieszoną deskę (ok. 200 zł / szt.). A już najlepiej deskę, którą można łatwo i szybko schować, nie dzieląc się swoimi tajnymi rozwiązaniami z postronnymi, którzy odwiedzają dom. No przecież mają myśleć, że jestem taka super ogarnięta bez specjalnych gadżetów. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze specjalnego stelaża na żelazko (IKEA, 19,99 zł / szt.)  i właśnie gniazdka w szafie, oczywiście na wysokości uniemożliwiającej dosięgnięcie maluchowi. Zapominalskim radzę jeszcze kupno żelazka, które samo wyłącza się po pewnym czasie bezczynności (np. Zelmer Jetix Vertical ZIR20600, 140 – 150 zł / szt.). I takim oto sposobem można prasować z ciekawskim bobaskiem w tle. Nawet jeśli właśnie zwiedza szafę.

12

Rodzicu, ty też masz wpływ na funkcjonowanie przedszkola!

W przedszkolach każdego dnia dzieje się wiele. Nauka języków poprzez zabawę, dodatkowe zajęcia zgodne z indywidualnymi zainteresowaniami dzieci, wycieczki dla chętnych maluchów, przedstawienia teatralne i przygotowania do występów okolicznościowych… Naprawdę jestem pod wrażeniem, jak przedszkolne ciocie ogarniają to wszystko. No i jeszcze trzeba przypominać tym biednym zabieganym rodzicom o ubraniach na zmianę, pieluchach, kremikach, zbliżających się uroczystościach, opłatach  itd. Praca przedszkolnej cioci wymaga naprawdę niesamowitej organizacji i oczu dookoła głowy. Jak możemy im pomóc, a przy okazji i sobie? Głowa rodzica też przecież nie przypomina studni bez dna, a raczej zapełniony po brzegi terminarz. Jest pewien sposób… I właśnie ty rodzicu możesz go zaproponować w przedszkolu swojego dziecka.

Niewielu rodziców wie, że najczęstszym problemem na styku rodzic – przedszkole jest coś tak banalnego (a jednocześnie tak bardzo ważnego) jak terminowość opłat za przedszkole. Te wszystkie atrakcje nie biorą się z księżyca. Ktoś musi wyłożyć pieniądze i najzwyczajniej za nie zapłacić. Jeśli rodzice notorycznie zwlekają z opłatami, przedszkole również z nimi zwleka. Traci na wiarygodności w oczach współpracujących firm. A przecież te, które nie narzekają na popyt i zapewniają najlepsze atrakcje dla naszych dzieci, wolą współpracować z rzetelnymi pod względem finansowym placówkami. Jak widzisz, twoje zwlekanie z opłatami ma wpływ na to, jakimi usługami raczy cię przedszkole.

Niestety często przedszkole nie radzi sobie z przypominaniem o płatnościach, bo jak tu przypomnieć osobiście każdemu rodzicowi, jeśli ma pod opieką np. 120 dzieci, a co miesiąc jest to zazwyczaj inna kwota do zapłaty (bo np. maluch się rozchorował, bo jakieś zajęcia były odwołane itp.)? Rodzic nie ma nawet szans zaplanować zlecenia stałego. Być może co miesiąc dostaje karteczki z rozliczeniem, ale niestety takie karteczki mają tendencje do gubienia się, a rodzice w efekcie do zawracania czterech liter i tak już z zasady zajętym paniom.

Pamiętam dobrze pierwszą „wywiadówkę” w przedszkolu mojego F. Polegała na przedstawieniu możliwych dodatkowych zajęć i ich prowadzących. Skończyła się standardową prośbą o terminowe płacenie, bo przecież to znacząco usprawnia pracę placówki i współpracę z zewnętrznymi prowadzącymi. Jeden z rodziców grzecznie zapytał, czy informacje o płatnościach i ewentualne ponaglenia nie mogą być wysyłane drogą elektroniczną? Przedszkolne ciocie odpowiedziały, że rzeczywiście kiedyś tak robiły, ale niestety zabierało im to bardzo dużo czasu, wiec przestały słać na potęgę SMS’y i maile. Na tym temat się chwilowo urwał. Po kilku miesiącach zobaczyłam na tablicy ogłoszeń kartkę, na której wielkimi literami widniała prośba właśnie o terminowe płacenie. Najwyraźniej ogólne prośby nie przyniosły zamierzonego rezultatu, bo przedszkole właśnie za radą jednego z zatroskanych rodziców postanowiło zainwestować w bardzo prosty informatyczny system wspomagający zarządzanie płatnościami i przypominający o nich rodzicom.

Co dla rodziców oznacza fakt korzystania przez przedszkole z aplikacji dooplacenia.pl?

  • W każdym miesiącu otrzymujesz nową wiadomość e-mail z wyszczególnionymi i zsumowanymi opłatami za przedszkole.
  • Gdy zbliża się termin płatności, a ty jeszcze nie zapłaciłeś, otrzymujesz wiadomość przypominającą.
  • Jeśli faktycznie przeoczyłeś termin płatności, zostaniesz o tym poinformowany najpierw poprzez e-mail, a potem sms.

Zainteresowanych tematem zapraszam do odwiedzenia strony http://przedszkola.dooplacenia.pl/. Pamiętaj, że ty też masz wpływ na to, jak funkcjonuje przedszkole twojego dziecka. Jeśli zauważasz tam problem z płatnościami, zaproponuj wdrożenie systemu dooplacenia.pl. Z pewnością pomoże w rozwiązaniu problemu.

Co można zrobić z lalkami-szmaciankami?

Ostatnio babcia pochwaliła mój wynalazek wnętrzarski, który zauważyła w pokoju małej Z. Weszła do pokoju i z ewidentnym zaskoczeniem stwierdziła, że fajnie te lalki poprzyczepiałam i koniecznie powinnam to wrzucić na bloga. No więc słucham się mamusi i wrzucam.

SONY DSC

lalki-szmacianki na ścianie

Pomysł się wziął tym razem z nadmiaru. Szmaciane lalki mają swój niewątpliwy urok, ale niestety mała Z. nie darzy ich szczególnym zainteresowaniem. Dobre duszyczki, które chciałyby mojej dziewczynce dać wszystko, o czym może tylko zamarzyć, niestety o tym niewiedzą, stąd wziął się nadmiar kurzących się na półce lalek-szmacianek.

Wiszą na samoprzylepnych plastikowych haczykach tesa (rozmiar S, ok. 10 zł / 3 szt.). Specjalnie wybrałam białe, żeby tandetność plastiku zlewała się kolorystycznie ze ścianą i nie rzucała się znacząco w oczy. Są również dostępne transparentne. Łatwe w montażu (wystarczy przykleić) i w miarę solidne. Polecam!

Przy okazji pragnę zwrócić uwagę na nową tapetę w pokoju Z. (księżniczki Tiny Tots, 79 zł rolka 53cm x 1000 cm). Może nie jest cudowna, ale świetnie pasuje kolorystycznie do reszty elementów pokoiku. Zawiera motywy dziecięce, które bardzo podobają się córeczce, a jednocześnie nie bije po oczach natręctwem przypadkowych kolorów.

Zupki z mięskiem, kotleciki, szyneczka i inne mięsne historie

Dlaczego mięso w diecie dziecka jest tak ważne? Kiedy i jak zacząć je wprowadzać? W jaki sposób radzą sobie bez niego wegetarianie? Jak nie wpaść w „niejadkową” spiralę kłopotów?  Tak, dzisiaj podzielę się z wami moją tajną wiedzą na temat roli mięsa w żywieniu małego smyka.

DSC07404.JPG

Mniam, mniam…

Czuję się uprawniona do poruszania tego tematu z tego względu, iż moje maluchy cierpią na dość dziwną genetyczną przypadłość, która sprawiła, że musiałam wprowadzić im mięso w tempie ekspresowym i to na bardzo wczesnym etapie. Trzeba było zasięgnąć trochę wiedzy i opinii, żeby nie zrobić dzieciom krzywdy. Dzięki całemu przedsięwzięciu mogłam osobiście zaobserwować, jak to wpłynęło na moje dzieci. A zapewniam was, że wpłynęło…

Zazwyczaj mamy dowiadują się o potrzebie rozszerzenia diety dziecka, a co za tym idzie również wprowadzeniu mięsa, od pediatry, który zaobserwuje ok. 5-go miesiąca życia, że maluch zaczyna kiepsko przybierać na wadze. Czasami taka informacja pojawia się, gdy w badaniach krwi smyka wyszedł zbyt niski poziom żelaza. Jeśli nie ma sygnałów dotyczących potrzeby wcześniejszego wprowadzenia mięsa, robi się to przeważnie po 6-tym miesiącu (do tej pory tylko mleko). I tutaj zachęcam mamy do odłożenia na bok wytycznych, że mlekiem trzeba karmić koniecznie tyle i tyle, jeśli pediatra nie mówi inaczej. Dobrze radzę samodzielnie poobserwować malucha, wyjść z inicjatywą i przedyskutować temat z lekarzem, bo się opłaca.

Jeśli twoje dziecko jest ok. 4/5-go miesiąca życia i…

  • często budzi się w nocy na jedzenie
  • generalnie ma kiepski nastrój
  • wygląda jakby brakowało mu sił
  • nie osiąga umiejętności, które są charakterystyczne dla jego wieku

może to oznaczać, że przydałoby mu się rozszerzenie diety, zwłaszcza o mięso. Często dzieje się tak u chłopców, których natura uczyniła lepszymi ssakami.

Są też takie sytuacje, gdy mamy karmiące piersią mają problemy z laktacją i mimo wszystko nie chcą dokarmiać dziecka sztucznym mlekiem, mając świadomość, że w ten sposób najprawdopodobniej zakończą to niesamowite doświadczenie. Wprowadzenie posiłków stałych z mięsem może być alternatywą dla takich sytuacji, oczywiście pod warunkiem, że maluch ma skończone minimum 4 miesiące życia.

Jak wprowadzić mięso do diety dziecka?

Generalnie przygodę z posiłkami stałymi rozpoczyna się zazwyczaj od zblenderowanej ugotowanej marcheweczki. Pierwszego dnia dajemy dziecku jedną łyżeczkę takiej ciapki przed wybranym karmieniem mlekiem. Kolejnego dnia dajemy 2 łyżeczki. Jeszcze kolejnego podwajamy porcję do 4 łyżeczek itd., aż maluch pochłonie całą porcję. Następnie wprowadzamy co 2 dni nowy składnik posiłku. Po marchewce pora na ugotowanego ziemniaczka. Kolejnym składnikiem może już być mięso. Z 4-miesięcznymi bobasami jest ten problem, że ciężko je wdrożyć w karmienie łyżeczką, bo najczęściej takie maluchy odruchowo wywalają zawartość buzi na zewnątrz. Dodatkowym problemem jest fakt, iż taki malec nie potrafi jeszcze siedzieć.

Jak sobie poradzić, jeżeli maluch jeszcze nie siedzi?

Nie trzeba od razu na siłę sadzać malucha w krzesełku do karmienia, chociaż mój pediatra wprawdzie jest zdania, że na chwilę do karmienia można i nic strasznego się nie stanie. Pamiętam przy tym babciną metodę obkładania kilkumiesięcznego dziecka poduszkami, żeby siedziało. Oczywiście nie popieram tego jako metody nauki siedzenia, ale może być metodą na chwilowe usadzenie właśnie do karmienia. Można też spróbować usadzić maluszka na swoich kolanach, asekurując go jedną ręką i karmiąc drugą. Zazwyczaj kończy się to upaćkaniem i mamy, i dziecka, ale dla niektórych mam jest rozwiązaniem problemu. Moje bąbelki niestety nie były w stanie tak usiedzieć dłużej. Ja osobiście polecam rozpocząć karmienie od leżaczka ustawionego w pozycji półleżącej. Wprawdzie tapicerka leżaczka jest do prania średnio raz na dwa dni, ale co tam. Daje radę. Jeden problem rozwiązany.

Co zrobić, jeśli maluch odmawia przyjmowania pokarmów łyżeczką?

Najwyraźniej trzeba trochę czasu. Na dany moment można spróbować podawać zupki butelką wyposażoną w smoczek do kaszki. Zazwyczaj są to smoczki w kształcie litery Y lub X. Zatem zupka powinna mieć konsystencję kaszki.

Jakie mięso na początek?

Na pierwszy rzut poleca się królika, cielęcinę lub indyka. Może być też kurczak, jeśli pochodzi z ekologicznych hodowli (bez antybiotyków). Zaleca się, żeby podawać dziecku różne rodzaje mięs, a nie np. tylko indyka, bo akurat stryjek ma indyczą fermę. Z rybami ostrożnie. Zazwyczaj mają dużo metali ciężkich. Łatwo też trafić na nieświeżą rybę. Ja kupuję te z ekologicznych hodowli i to takie pakowane, gdzie mam jasno napisaną graniczną datę spożycia. Po ukończeniu 1 r. ż. dobrze jest wprowadzić dziecku do diety tran (bogactwo DHA, zastąpienie suplementacji wit. D3 i nie trzeba na siłę męczyć dziecka jedzeniem ryb). Moja pani dr zawsze podkreśla, żeby to był tylko i wyłączne tran dobrej jakości, czyli np. Möller’s Baby cytrynowy.

Jak sobie radzą wegetarianie?

Dieta wegetariańska wg najnowszych doniesień nie jest szkodliwa dla dziecka, jeśli pilnuje się, żeby zaspokajała zapotrzebowanie malucha we wszystkie potrzebne składniki, a zwłaszcza w białko, wapń i żelazo. Żelazo jest dodatkowo suplementowane. Niestety tego trzeba bardzo pilnować, jeśli nie chce się zrobić krzywdy dziecku. Właśnie dlatego sporo matek wegetarianek nie decyduje się na wprowadzenie takiej diety własnemu dziecku i mimo wszystko serwują kotleciki i mięsne zupki.

„Niejadkowa” spirala kłopotów

W „niejadkową” spiralę kłopotów można wpaść, jeśli dziecko będzie miało w diecie zbyt małą ilość mięsa, a co za tym idzie żelaza. Dzieciom z niedoborami żelaza spada chęć na jedzenie czegokolwiek. Takie historie kończą się anemią, a co za tym idzie koniecznością pomocy lekarskiej. Jeśli nie chcesz, żeby twoje dziecko wpadło w taką spiralę, dbaj o to, żeby jego dieta zawierała produkty mięsne. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, czy takie problemy was nie czekają, zrób przy okazji kontrolnej morfologii swojego dziecka również badanie poziomu żelaza we krwi. Czasami sam prawidłowy poziom żelaza to nie wszystko i konieczne jest również sprawdzenie jego przyswajalności, ale to już temat do dyskusji z pediatrą.

Kilka trików, żeby przemycić do diety dziecka mięso

  • Nie wierz tym, którzy generalizują, że paluszki rybne to zło. Na rynku można znaleźć paluszki robione nie ze zmielonych ryb, a z panierowanych filetów rybnych (np. z Frosty). Jeśli się postarasz, sama też możesz podrobić takie paluszki.
  • Nie wierz tym, którzy generalizują, że parówki to zło. Parówka parówce nie równa (co widać z resztą po cenie). Jeśli już twój maluch oszalał na ich punkcie, czytaj opakowania i wybieraj te wyprodukowane z dużej ilości mięsa. Można znaleźć również parówki specjalnie robione dla dzieci. Ponoć produkty przeznaczone dla dzieci z zasady mają spełniać surowsze normy jakościowe.
  • Moja pani dr do znudzenia powtarzała, że dobrą praktyką jest krojenie dziecku mięsa do zupy. Drobno posiekane mięsko, które dodatkowo rozmięknie w zupce, staje się dla dziecka prawie nie wyczuwalne.
  • Twoje dziecko lubi nuggetsy? Też możesz je zrobić po swojemu w nieco zdrowszej formie. Chrupiącą panierkę zyskasz z pokruszonych płatków kukurydzianych. Kąpiel w tłuszczu można zastąpić pieczeniem.
  • Jeśli maluch nie bardzo lubi kanapki z wędliną, zawsze możesz zastąpić ją pastą kanapkową, np. taką.

Na koniec jak zwykle najważniejsze… Nie przesadzajmy! Mięso jest zdrowe, ale pod warunkiem, że serwujemy je dziecku w rozsądnych ilościach. Nadmiar mięsa powoduje u dziecka zaparcia i może źle wpływać m. in. na funkcjonowanie nerek. Pamiętajmy też, że wg najnowszych wytycznych żywieniowych dziecko wcale nie musi jeść mięsnych posiłków codziennie.

Co potrafią porządne zasłony?

Przerobiłam w swoim życiu bobasa, który wszelkimi możliwymi sposobami odmawia spania. Szczerze mogę napisać, że spróbowałam już prawie wszystkiego (mam przy tym świadomość czego i czemu nie spróbowałam), co mogłoby być pomocne w zasypianiu. Niektóre metody najwyraźniej starałam się wdrożyć u pierworodnego zbyt późno, więc szału nie było. Na szczęście przypomniałam sobie o niektórych przy drugim dziecku. Jednym z takich trików są porządne zaciemniające zasłony.

O tym, że takie cuda istnieją, dowiedziałam się w St. Petersburgu w czasie białych nocy. Organizm potrafi w takich warunkach mylnie interpretować rzeczywistość i wydaje mu się, że ma dużo siły i energii do działania, bo przecież za oknem jest jasno. Jest to bardzo zdradliwe. Można po prostu odpłynąć siedząc najzwyczajniej na ławce w parku. W związku z tym tamtejsi Rosjanie często posiadają bardzo grube zasłony, które praktycznie nie przepuszczają promieni słonecznych. W dotyku przypominają trochę ceratę. Przypomniałam sobie o tym będąc na wakacjach nad polskim morzem. Akurat trafił mi się pokój hotelowy z widokiem na czynną latarnię morską. Na szczęście w tamtym hotelu również zainwestowano w porządne zasłony, a ponadto w karnisz sufitowy, który pozwalał na dobre przyleganie materiału do ścian. Byłam tam z moim drugim kilkumiesięcznym maluchem, więc mogłam zaobserwować, jak bardzo poprawiła się jakość jego dziennych drzemek i skrócił czas zasypiania. To dało mi do myślenia, że może jednak ten pomysł nie był tak bardzo chybiony. Jeszcze na urlopie nabyłam drogą internetową porządne zaciemniające zasłony do pokoju młodszego dziecka.

Wybór nie był łatwy. Większość tego typu zasłon jest gładka w bardzo ciemnych kolorach, których zdecydowanie wolałabym nie widzieć w pokoju mojego dziecka. W końcu udało mi się znaleźć takie, które przynajmniej na monitorze wydawały się mieć kolor kawy z mlekiem (zasłona zaciemniająca INSPIRE, 99 zł/szt.).

Taką oto pracę rzeczone zasłony wykonują w pokoju mojego dziecka…

Tym razem celowo nie modyfikowałam zdjęć żadnym programem graficznym (być może sam aparat skorygował zdjęcia).

Szczerze polecam takie zasłony zamiast pięknie upiętych udziwnionych dekoracji okiennych. Drodzy rodzice, będziecie mieli z nich o wiele większy pożytek. Bo wiadomo, wyspany maluch to zadowolony maluch, a zadowolony maluch to zadowolony rodzic.