Nie ma jak u mamy

adorable-21998_1920

Pierwsze 2-3 tygodnie życia Twojego maleństwa to specyficzny czas. Dopiero pojawiło się na świecie i jeszcze do końca nie dociera do niego, na czym on polega. Niewiele widzi, więc wzrokowa percepcja przestrzeni jest znikoma. Czuje natomiast, że znajduje się poza ciepłym i przytulnym brzuszkiem mamy. Może być z tego powodu niezadowolone. Jak pomóc maluszkowi w tej trudnej sytuacji? Jest kilka rozwiązań…

Zdecydowanie na tym etapie najlepiej sprawdza się przybliżanie warunków płodowych.

Do otulania najlepiej nadają się rożki i otulacze. Nie trzeba od razu wydawać majątku na specjalne gadżety. Zwykły mały kocyk z powodzeniem może spełnić rolę rożka. Najważniejsze, żeby był miły w dotyku i wykonany z naturalnych, ale nie alergizujących materiałów. Tu pragnę zwrócić uwagę jeszcze na to, w czym pierzemy rzeczy naszego maleństwa. Płyny i proszki typu Dzidziuś, czy Lovela pozostawiają po praniu delikatne i miłe dla naszego nosa zapachy. Dla dziecka mogą być jednak zbyt intensywne i drażniące. Ja polecam hipoalergiczne żele lub płyny do prania Biały Jeleń.

W trudnych chwilach pomóc może również przytulanie i noszenie. Zwolennicy racjonalnego rodzicielstwa zapewne skrytykowali by mnie w tym momencie za propagowanie noszenia, bo nabierze złych nawyków…  bo dziecko coraz cięższe… bo bolący kręgosłup itp. Oczywiście nie ma co przesadzać. Ja też jestem za zdrowym rozsądkiem w wychowaniu dzieci. Rzeczywistość wygląda natomiast tak, że koleżanki, które kategorycznie nie nosiły dzieci, nie są w stanie uspokoić swoich dzieci w każdych warunkach, a mi się to udaje. Dzięki temu jesteśmy bardziej mobilni. Nasza mała Z. potrafi zasnąć w koście, w restauracji, na zakupach… Ręce mamy i taty są zawsze. Nawet tam, gdzie wózek nie dociera. Mięśnie pleców i rąk zdecydowanie wzmacniają się wraz ze wzrostem wagi Z.

Połączeniem otulania i noszenia są chusty. Nasz F. był dzieckiem zdecydowanie „chustowym”. Chusta pomagała przetrwać kolki i kryzysy laktacyjne. Chodziłam w niej również na spacery, bo mały F. nie znosił leżeć w głębokim wózku, a do spacerówki jeszcze się nie nadawał. Z. natomiast nie czuła się dobrze w chuście. W nosidełku ergonomicznym jakoś daje radę, ale chusta zdecydowanie nie była i nie jest rozwiązaniem dla niej.

A może dać dziecku smoczek? O smoczku nie będę rozpisywać. Wynalazek znany od bardzo dawna i zapewne każdy ma już na ten temat swoje ugruntowane zdanie. Niewątpliwie u większości dzieci pomaga ukoić rozdygotane maleństwo, ale ponadto wpływa negatywnie na laktację i zgryz dziecka.

Czy muzyka może pomóc? Jeśli odtwarzałaś swojemu maluchowi muzykę, będąc jeszcze w ciąży, to jak najbardziej. Warto w okresie prenatalnym puszczać „do brzuszka” jedną wybraną kołysankę. Oczywiście później będziesz miała jej dosyć, ale chyba lepiej słuchać cały czas jednej piosenki, niż płaczu dziecka. Nasz F. przyzwyczaił się do kołysanek Justyny Steczkowskiej, a w szczególności do „Otulam Cię”. (Dziękujemy dobrej duszyczce za ten wspaniały prezent!) Na początku było to świetne rozwiązanie. Później oczywiście musieliśmy trochę odzwyczaić malucha, bo doszło do tego, że kołysanki musiały być z nami zawsze, nawet gdy zasypiał w samochodzie, u babci itp. W żłobku rytuały zasypiania okazały trochę inne, więc musieliśmy się dostosować.  F. pozostał jednak do chwili obecnej wielkim fanem muzyki. Lubi słuchać, grać, tańczyć i śpiewać. A wszystko to robi niezwykle uroczo.

Często pomaga także imitowanie typowych dźwięków słyszalnych przez dziecko w brzuchu mamy. Są to sekwencje dźwięków zbliżone do hałasów wytwarzanych przez suszarki do włosów, zmywarki i pralki. Istnieją bezpłatne aplikacje na smartfony, emitujące w różnych kombinacjach właśnie te dźwięki. Dla Z. zainwestowałam nawet w szumisia, czyli maskotkę misia, która wydaje szumy zbliżone do odgłosów, które słyszy płód w łonie matki. Czy było warto? Na początku byłam zachwycona. Zasypiała dzięki szumisiowi momentalnie. Cały czas jednak miałam w głowie myśl, że to tak jak ze smoczkiem, tzn. kiedyś trzeba będzie ją oduczyć tego dziwactwa. Problem był także taki, że budziła się zaraz, jak tylko szumiś kończył swoją pracę, czyli po ok. 40 minutach. Monotonne dźwięki szumisia, o ile podobały się maluszkowi, o tyle dla nas stały się  drażniące i nieznośne. Ostatecznie zdecydowaliśmy się wyeliminować szumisia z przestrzeni Z. Za to z malutką pozostał na długo drugi przyjaciel, o którym kilka słów poniżej.

Na koniec odkrycie, które mi pomogło przy moim najmniejszym skarbie, tj. przytulanka z bijącym serduszkiem. Osiołka Emmi nabyłam, gdy F. miał 9 miesięcy, ale było to zdecydowanie zbyt późno, żeby maluch mógł się z nim zaprzyjaźnić na całego. Małej Z. podsunęłam go już na oddziale położniczym, jak tylko mogłam się nią zajmować. Początkowo nie wykazywała większego zainteresowania. Teraz jest nieodłącznym kompanem, w którego się wtula zasypiając i tarmosi, gdy chce się uspokoić. Właściwie nie samo bijące serduszko jest najciekawsze w tej maskotce (my już nawet z niego nie korzystamy), ale właśnie ta chęć tarmoszenia za uszy. Niedawno przeczytałam o akcji dziergania ośmiornic dla wcześniaków. Ponoć takie maluszki mają potrzebę zaciskania rączek na czymkolwiek. Bawiły się w ten sposób pępowiną w brzuszku mamy. Wcześniaki w inkubatorach ściskają więc rurki i przewody wewnątrz inkubatorów, co zagraża ich zdrowiu i życiu. Wolontariuszki dziergają maluchom ze specjalnej hipoalergicznej wełny ośmiorniczki, żeby wcześniaki miały na czym zaciskać swoje małe piąstki. Dzięki temu czują się, jak w brzuszku mamy. Mam wrażenie, że mojej małej Z. pozostało wciąż to zaciskanie i dlatego tak tarmosi osiołka za uszy. Osiołek jest również dobrym kompanem podczas karmienia mlekiem. Z. odpręża się dotykając jego uszek i spokojnie ssie mleczko. Ze starszym F. mieliśmy pod tym względem problemy. Biedactwo nie wiedziało, co zrobić z rączkami w czasie karmienia, więc ciągnęło mnie za włosy, ubrania i drapało wyjątkowo ostrymi pazurkami po dekolcie. Nie muszę chyba pisać, że karmienie piersią nie było dla mnie przyjemne w takich okolicznościach. Polecam więc przyzwyczajać malucha do przyjaciela z długimi uszami.

Pozdrawiam!

Reklamy

2 thoughts on “Nie ma jak u mamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s