Zupki z mięskiem, kotleciki, szyneczka i inne mięsne historie

Dlaczego mięso w diecie dziecka jest tak ważne? Kiedy i jak zacząć je wprowadzać? W jaki sposób radzą sobie bez niego wegetarianie? Jak nie wpaść w „niejadkową” spiralę kłopotów?  Tak, dzisiaj podzielę się z wami moją tajną wiedzą na temat roli mięsa w żywieniu małego smyka.

DSC07404.JPG

Mniam, mniam…

Czuję się uprawniona do poruszania tego tematu z tego względu, iż moje maluchy cierpią na dość dziwną genetyczną przypadłość, która sprawiła, że musiałam wprowadzić im mięso w tempie ekspresowym i to na bardzo wczesnym etapie. Trzeba było zasięgnąć trochę wiedzy i opinii, żeby nie zrobić dzieciom krzywdy. Dzięki całemu przedsięwzięciu mogłam osobiście zaobserwować, jak to wpłynęło na moje dzieci. A zapewniam was, że wpłynęło…

Zazwyczaj mamy dowiadują się o potrzebie rozszerzenia diety dziecka, a co za tym idzie również wprowadzeniu mięsa, od pediatry, który zaobserwuje ok. 5-go miesiąca życia, że maluch zaczyna kiepsko przybierać na wadze. Czasami taka informacja pojawia się, gdy w badaniach krwi smyka wyszedł zbyt niski poziom żelaza. Jeśli nie ma sygnałów dotyczących potrzeby wcześniejszego wprowadzenia mięsa, robi się to przeważnie po 6-tym miesiącu (do tej pory tylko mleko). I tutaj zachęcam mamy do odłożenia na bok wytycznych, że mlekiem trzeba karmić koniecznie tyle i tyle, jeśli pediatra nie mówi inaczej. Dobrze radzę samodzielnie poobserwować malucha, wyjść z inicjatywą i przedyskutować temat z lekarzem, bo się opłaca.

Jeśli twoje dziecko jest ok. 4/5-go miesiąca życia i…

  • często budzi się w nocy na jedzenie
  • generalnie ma kiepski nastrój
  • wygląda jakby brakowało mu sił
  • nie osiąga umiejętności, które są charakterystyczne dla jego wieku

może to oznaczać, że przydałoby mu się rozszerzenie diety, zwłaszcza o mięso. Często dzieje się tak u chłopców, których natura uczyniła lepszymi ssakami.

Są też takie sytuacje, gdy mamy karmiące piersią mają problemy z laktacją i mimo wszystko nie chcą dokarmiać dziecka sztucznym mlekiem, mając świadomość, że w ten sposób najprawdopodobniej zakończą to niesamowite doświadczenie. Wprowadzenie posiłków stałych z mięsem może być alternatywą dla takich sytuacji, oczywiście pod warunkiem, że maluch ma skończone minimum 4 miesiące życia.

Jak wprowadzić mięso do diety dziecka?

Generalnie przygodę z posiłkami stałymi rozpoczyna się zazwyczaj od zblenderowanej ugotowanej marcheweczki. Pierwszego dnia dajemy dziecku jedną łyżeczkę takiej ciapki przed wybranym karmieniem mlekiem. Kolejnego dnia dajemy 2 łyżeczki. Jeszcze kolejnego podwajamy porcję do 4 łyżeczek itd., aż maluch pochłonie całą porcję. Następnie wprowadzamy co 2 dni nowy składnik posiłku. Po marchewce pora na ugotowanego ziemniaczka. Kolejnym składnikiem może już być mięso. Z 4-miesięcznymi bobasami jest ten problem, że ciężko je wdrożyć w karmienie łyżeczką, bo najczęściej takie maluchy odruchowo wywalają zawartość buzi na zewnątrz. Dodatkowym problemem jest fakt, iż taki malec nie potrafi jeszcze siedzieć.

Jak sobie poradzić, jeżeli maluch jeszcze nie siedzi?

Nie trzeba od razu na siłę sadzać malucha w krzesełku do karmienia, chociaż mój pediatra wprawdzie jest zdania, że na chwilę do karmienia można i nic strasznego się nie stanie. Pamiętam przy tym babciną metodę obkładania kilkumiesięcznego dziecka poduszkami, żeby siedziało. Oczywiście nie popieram tego jako metody nauki siedzenia, ale może być metodą na chwilowe usadzenie właśnie do karmienia. Można też spróbować usadzić maluszka na swoich kolanach, asekurując go jedną ręką i karmiąc drugą. Zazwyczaj kończy się to upaćkaniem i mamy, i dziecka, ale dla niektórych mam jest rozwiązaniem problemu. Moje bąbelki niestety nie były w stanie tak usiedzieć dłużej. Ja osobiście polecam rozpocząć karmienie od leżaczka ustawionego w pozycji półleżącej. Wprawdzie tapicerka leżaczka jest do prania średnio raz na dwa dni, ale co tam. Daje radę. Jeden problem rozwiązany.

Co zrobić, jeśli maluch odmawia przyjmowania pokarmów łyżeczką?

Najwyraźniej trzeba trochę czasu. Na dany moment można spróbować podawać zupki butelką wyposażoną w smoczek do kaszki. Zazwyczaj są to smoczki w kształcie litery Y lub X. Zatem zupka powinna mieć konsystencję kaszki.

Jakie mięso na początek?

Na pierwszy rzut poleca się królika, cielęcinę lub indyka. Może być też kurczak, jeśli pochodzi z ekologicznych hodowli (bez antybiotyków). Zaleca się, żeby podawać dziecku różne rodzaje mięs, a nie np. tylko indyka, bo akurat stryjek ma indyczą fermę. Z rybami ostrożnie. Zazwyczaj mają dużo metali ciężkich. Łatwo też trafić na nieświeżą rybę. Ja kupuję te z ekologicznych hodowli i to takie pakowane, gdzie mam jasno napisaną graniczną datę spożycia. Po ukończeniu 1 r. ż. dobrze jest wprowadzić dziecku do diety tran (bogactwo DHA, zastąpienie suplementacji wit. D3 i nie trzeba na siłę męczyć dziecka jedzeniem ryb). Moja pani dr zawsze podkreśla, żeby to był tylko i wyłączne tran dobrej jakości, czyli np. Möller’s Baby cytrynowy.

Jak sobie radzą wegetarianie?

Dieta wegetariańska wg najnowszych doniesień nie jest szkodliwa dla dziecka, jeśli pilnuje się, żeby zaspokajała zapotrzebowanie malucha we wszystkie potrzebne składniki, a zwłaszcza w białko, wapń i żelazo. Żelazo jest dodatkowo suplementowane. Niestety tego trzeba bardzo pilnować, jeśli nie chce się zrobić krzywdy dziecku. Właśnie dlatego sporo matek wegetarianek nie decyduje się na wprowadzenie takiej diety własnemu dziecku i mimo wszystko serwują kotleciki i mięsne zupki.

„Niejadkowa” spirala kłopotów

W „niejadkową” spiralę kłopotów można wpaść, jeśli dziecko będzie miało w diecie zbyt małą ilość mięsa, a co za tym idzie żelaza. Dzieciom z niedoborami żelaza spada chęć na jedzenie czegokolwiek. Takie historie kończą się anemią, a co za tym idzie koniecznością pomocy lekarskiej. Jeśli nie chcesz, żeby twoje dziecko wpadło w taką spiralę, dbaj o to, żeby jego dieta zawierała produkty mięsne. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, czy takie problemy was nie czekają, zrób przy okazji kontrolnej morfologii swojego dziecka również badanie poziomu żelaza we krwi. Czasami sam prawidłowy poziom żelaza to nie wszystko i konieczne jest również sprawdzenie jego przyswajalności, ale to już temat do dyskusji z pediatrą.

Kilka trików, żeby przemycić do diety dziecka mięso

  • Nie wierz tym, którzy generalizują, że paluszki rybne to zło. Na rynku można znaleźć paluszki robione nie ze zmielonych ryb, a z panierowanych filetów rybnych (np. z Frosty). Jeśli się postarasz, sama też możesz podrobić takie paluszki.
  • Nie wierz tym, którzy generalizują, że parówki to zło. Parówka parówce nie równa (co widać z resztą po cenie). Jeśli już twój maluch oszalał na ich punkcie, czytaj opakowania i wybieraj te wyprodukowane z dużej ilości mięsa. Można znaleźć również parówki specjalnie robione dla dzieci. Ponoć produkty przeznaczone dla dzieci z zasady mają spełniać surowsze normy jakościowe.
  • Moja pani dr do znudzenia powtarzała, że dobrą praktyką jest krojenie dziecku mięsa do zupy. Drobno posiekane mięsko, które dodatkowo rozmięknie w zupce, staje się dla dziecka prawie nie wyczuwalne.
  • Twoje dziecko lubi nuggetsy? Też możesz je zrobić po swojemu w nieco zdrowszej formie. Chrupiącą panierkę zyskasz z pokruszonych płatków kukurydzianych. Kąpiel w tłuszczu można zastąpić pieczeniem.
  • Jeśli maluch nie bardzo lubi kanapki z wędliną, zawsze możesz zastąpić ją pastą kanapkową, np. taką.

Na koniec jak zwykle najważniejsze… Nie przesadzajmy! Mięso jest zdrowe, ale pod warunkiem, że serwujemy je dziecku w rozsądnych ilościach. Nadmiar mięsa powoduje u dziecka zaparcia i może źle wpływać m. in. na funkcjonowanie nerek. Pamiętajmy też, że wg najnowszych wytycznych żywieniowych dziecko wcale nie musi jeść mięsnych posiłków codziennie.

Bobasowe niejadki

Czuję się w obowiązku uzupełnić i rozwinąć temat niejadków o rady dla rodziców trochę mniejszych dzieci, takich 1+, bo takie dzieci też bywają niejadkami, a niestety pominęłam je w poprzednim poście. Zatem, na co można sobie pozwolić, a czego lepiej unikać?

nie.jpg

  1. Czy można pozwolić dziecku na zabawę przy jedzeniu? Oglądanie książeczki lub bajek?
    Bobaski nie potrafią się skoncentrować dłużej na wykonywaniu jednej czynności. To normalne, że szukają umilaczy czasu nawet podczas jedzenia. Nie jest jednak wskazane dawanie zabawek, książeczek i włączanie bajek. Spróbuj zainteresować go przedmiotami, których używasz bezpośrednio do karmienia, np. łyżeczką, zakrętką od słoika. Przyzwyczajony do takich zabaw, będzie łatwiejszy w obsłudze np. w restauracji, gdzie będziesz miała pod ręką właśnie takie przedmioty. Zabawiaj również malucha rozmową. Opowiadaj ciekawe historie, tłumacz świat. Możesz też śpiewać. Zagadując malucha pokazujesz mu, że inteligentne rozmowy w czasie posiłku są mile widziane. Dobra droga na przyszłość.
  2. Co zrobić, jeśli dziecko nie chce jeść, a próbuje karmić ciebie swoim jedzeniem?
    Super zabawa. Nałóż dużą porcję jedzenia i spróbujcie się karmić wzajemnie. Przy okazji mama też będzie miała czas na posiłek.
  3. Jak zachęcać malucha do samodzielności przy jedzeniu?
    Zacznij od wyposażenia go w jego własną łyżeczkę. Ty miej swoją, on swoją. Niech obserwuje twoje czynności przy karmieniu. Być może zacznie naśladować mamę i sam jeść łyżeczką. Drugie danie przygotowuj w takiej formie i konsystencji, żeby mógł je jeść rączkami.
  4. Wizyta u dziadków. Wiadomo, że malec się rozprasza. Jak skłonić go do jedzenia w takich warunkach?
    Nie licz na to, że uda ci się nakarmić malca w pozycji siedzącej na twoich kolanach. Będzie uciekał przy każdej możliwej okazji. Finał takiego wyjazdu może być przykry – twoje dziecko odzwyczai się od zasad panujących w domu. Stracisz sporo czasu i energii na powrót do stanu z przed wyjazdu. Jeśli jest przyzwyczajony do jedzenia w siedzonku, postaraj się, żeby takie same siedzonko było u dziadków, ewentualnie zabierz swoje z domu.
  5. Pozwól swojemu dziecku się brudzić. Nie leć od razu z chusteczkami albo ścierką, jak tylko coś skapnie. Dekoncentrujesz je w ten sposób.
  6. Jak podejść do kwestii karmienia dziecka chorego?
    Niech je jak chce i co chce (chyba, że są przeciwwskazania ze względu na chorobę). W czasie choroby nie powinno być zasad i reguł obowiązujących w karmieniu. Ważne żeby jadło, inaczej nie przezwycięży choroby. Pamiętaj jednak, żeby po chorobie jak najszybciej do nich powrócić.
  7. Na koniec najważniejsze. Pamiętaj, że roczne dziecko teoretycznie może jeść już wszystko. Po ukończeniu 2 r.ż. jego zapał do próbowania nowych potraw znacząco osłabnie, dlatego postaraj się dać mu do spróbowania jak najwięcej nowych rzeczy.

Profesjonalnie o niejadkach

Codzienne funkcjonowanie z niejadkiem nie jest proste… Bitwy o to, żeby nasz niejadek raczył usiąść do stołu, negocjacje nt. ilości jedzenia zjedzonego na  śniadanie, próby zachęcania, próby przekupstwa, łagodzenie awantur związanych z rozczarowaniami kulinarnymi itd. Tracimy mnóstwo czasu, energii i dobrego samopoczucia. Obwiniamy się, że na pewno coś robimy źle, a tak bardzo chcielibyśmy, żeby nasze dziecko jadło jak Pan Bóg przykazał. To przecież my jesteśmy odpowiedzialny za to, żeby nasza pociecha jadła zdrowo i rozwijała się prawidłowo. Gdzie szukać profesjonalnej pomocy?

DSC07485.JPG

Pediatra pewnie zleci morfologię i poziom żelaza, żeby sprawdzić, czy dziecko nie ma anemii. Być może poleci coś na poprawę apetytu. I zapewne na tym skończy się jego pomoc.
Być może któraś z doświadczonych mam poleci nam ciekawą literaturę na zadany temat Ale jak tu znaleźć czas na czytanie, gdy nie ma się go prawie na nic? Ja jeśli już go znajduję, to na czytanie o dziecięcych problemach najzwyczajniej nie mam ochoty.
A może psycholog dziecięcy? Dla większości rodziców pójście do psychologa dziecięcego jest równoznaczne z przyznaniem się do popełniania błędów wychowawczych lub przyznania, że ich dziecko nie jest do końca „normalne”. Ten strach przed zaszufladkowaniem i być może jeszcze kwestie finansowe (to akurat rozumiem) sprawiają, że do psychologa dziecięcego rodzice często nie docierają, a już zwłaszcza z problemem „niejadka”.

DSC07484.JPG

Dane mi było zwrócić uwagę na spotkanie z psychologiem w Wawerskim Klubie Rodzin właśnie na ten temat. Spotkanie grupowe i bezpłatne, więc trochę bardziej na luzie. Na spotkanie oczywiście się udałam, zmuszając szanownego małżonka do zajęcia się dziećmi w tym czasie. Wyszłam po nim, jak po praniu mózgu. W domu na pytanie męża, co robiliśmy do tej pory źle, miałam tylko jedną odpowiedź: WSZYSTKO. Metody i porady pani psycholog z uporem maniaka staram się wcielać w życie i rzeczywiście widzę sporą poprawę. A oto kilka z nich, którymi chciałabym się z wami podzielić:

  1. Oddziel przeszłość grubą kreską. Niech twoje dotychczasowe błędy związane z żywieniem dziecka odejdą w niepamięć. Nie ma sensu się obwiniać. To niczemu nie służy.
  2. Dietę dziecka bilansuje się tygodniowo, a nie dziennie, jak u dorosłego. Jeśli masz wątpliwości, czy twoje dziecko je produkty z wszystkich grup żywności, spisz na kartce wszystko, co dziecko zjadło w ciągu tygodnia. Może okazać się, że jednak jego dieta się bilansuje. Nie musi jeść codziennie mięsa.
  3. Nie uprawiaj turystyki jedzeniowej. Nie ganiaj za dzieckiem z łyżeczką. Nie stawiaj jedzenia na dywanie obok bawiącego się dziecka. Dziecko powinno mieć stałe miejsce do jedzenia, np. siedzonko lub swoje miejsce przy stole.
  4. Przynajmniej jeden posiłek dziennie jedzcie razem. Wszyscy domownicy powinni siedzieć wtedy przy jednym stole. Najlepiej, żeby każdy miał taką samą zastawę stołową. Może pora zainwestować w plastikowe talerze?
  5. Nie nakładaj jedzenia bezpośrednio na talerze. Powykładaj na miski, które znajdą się w centralnej części stołu. Zachęcaj dziecko, żeby samodzielnie nakładało sobie jedzenie z misek.
  6. Nie nakładaj dziecku dużo na talerz. Lepiej nakładać małe porcje. Dziecko ma wtedy okazję poprosić o dokładkę.
  7. Staraj się, by w miskach znajdowały się potrawy, z którymi twoje dziecko nie miało jeszcze styczności. Pamiętaj jednak, żeby znajdowała się przynajmniej jedna rzecz, którą dziecko lubi. Zachwycaj się przy dziecku nowymi potrawami. Zachęcaj do próbowania, ale nie zmuszaj.
  8. Pamiętaj, że dziecko musi się zetknąć z nowym daniem przynajmniej 10-15 razy, żeby mu zasmakowało i chciało je pałaszować. Nie poddawaj się, jeśli nie chce czegoś nawet spróbować. Nie zmuszaj.
  9. Zadbaj o dobry nastrój podczas posiłku. Puść spokojną muzykę, zapal świecę. Rozmawiaj z dzieckiem o tym, co ciekawego przeżyło danego dnia. Opowiadaj mu o swoich przeżyciach. Celebrujcie wspólne jedzenie. Niech stanie się codziennym miłym rytuałem.
  10. Jeśli nie masz czasu na przygotowanie uczty, nie pytaj dziecka, co chce zjeść, bo usłyszysz pomysł z księżyca, a dziecko będzie niezadowolone, że jednak nie może dostać tego na co ma ochotę. Daj mu do wyboru 2 lub 3 warianty posiłku.
  11. Twoje dziecko ma bardzo ograniczone menu? Nic nie szkodzi. Wystarczy, że je 3 rodzaje surowych warzyw, a z owoców np. samo jabłko. Ponoć ma tak 70-80% dzieci. Jest to w zupełności normą.
  12. Nie dziw się, że twoje dziecko kiedyś pochłaniało wszystko, a teraz nagle jest niejadkiem. To normalne, że dzieci do 2 r.ż. chętnie próbują nowych potraw, a potem zamykają się na nowe smaki. Mimo wszystko nie zrażaj się i zachęcaj pociechę do próbowania, bo od 4 do 8 r.ż. te tendencje się jeszcze nasilą.
  13. Nie zmuszaj dziecka do jedzenia, nie przekupuj, niech nie będzie karą, niech nie będzie nagrodą. Pod żadnym względem nie wiąż jedzenia z emocjami. Nie pokazuj też swojego emocjonalnego stosunku do jedzenia. Jeśli jedzenie będzie się dla niego wiązało z emocjami, w przyszłości może nabawić się zaburzeń odżywiania lub np. pocieszać się słodyczami.
  14. Nie komentuj przy dziecku, że ktoś powinien schudnąć i mniej jeść, a ktoś inny więcej. Postaraj się zaakceptować też swoją wagę i wygląd. Dzieci często przejmują poglądy i postawy rodziców.
  15. Jeśli twoje starsze dziecko widzi, że karmisz łyżeczką młodsze i też chciałoby się poczuć czasem, jak dzidzia, pozwól mu. Zachęcaj do samodzielności swojego „prawie dorosłego”, ale pozwól mu też czasem pobawić się z mamą lub tatą w małą dzidzię. Najwidoczniej tego potrzebuje.
  16. Pozwól czasem swojemu dziecku poczuć, czym jest głód. Głodne zje więcej.
  17. Nie przesadzaj ze zdrowym odżywianiem. Często powoduje wykluczenie z grupy rówieśniczej. Poza tym, zakazany owoc bardziej kusi. Zamiast tego wprowadź jasne i zrozumiałe dla dziecka zasady, np. że słodycze jemy w weekend, bo wtedy mamy czas i możliwości, żeby porządnie wyszorować ząbki po zjedzeniu słodkości.
  18. Na koniec najważniejsze. To ty decydujesz kiedy i co ma jeść twoje dziecko. Dziecko decyduje ile i czy. Nie zmuszaj. Zaufaj swojemu dziecku. Jeśli nie ma stwierdzonych w badaniach niedoborów lub anemii, nie ma powodów do zmartwień i wymuszania czegokolwiek.

Drogi rodzicu, czy po lekturze powyższego artykułu nadal uważasz, że masz w domu niejadka? Moje właśnie awansowało na pozycję typowego 3-latka.

 

Jak nalać wodę mineralną do szklanki jedną ręką?

Marie Kondo (moja guru od sprzątania) pisała w swojej książce „Magia sprzątania” (tak, czytam takie książki), iż dom powinien być zorganizowany tak, żeby człowiek mógł trzymając w jednej ręce telefon, wykonać niezbędne czynności. Dołączam się do tego stwierdzenia, z tą różnicą, że zamiast telefonu proponuję wyobrazić sobie bobasa. Wprawdzie nie jestem za ciągłym noszeniem dzieci, ale czasem trzeba i czasem też trzeba pewne rzeczy zrobić szybko, najlepiej bez irytowania się na dziecko i własny los.

Dzisiaj chciałabym wam przedstawić urządzenie, które miało być odpowiedzią na problem pt. „Jak nalać wodę mineralną do szklanki jedną ręką?”. Wlewanie czegokolwiek z tak wielkiej butli kończy się w moim przypadku na katastrofie nawet przy użyciu dwóch rąk. Kupowanie wody w mniejszych butelkach powoduje gromadzenie w domu gór plastikowych odpadów albo zwiększenie częstotliwości kursowania do pojemnika na śmieci.  Postanowiłam zatem, że zakupię pompkę do nalewania wody mineralnej.

Powyższe urządzenie (14 – 20 zł) niestety oceniam tylko na 3 w skali od 0 do 5. Nalewanie jest rzeczywiście łatwe (wystarczy dotknąć szklanką plastikowej wypustki), ale niestety woda leci z pompki po ściance butelki. Nie trzeba się na szczęście siłować, bo maszynka działa na baterie (2 x AA). Jak większość badziewia, które kupiłam, pochodzi z allegro. Od biedy można jej używać przy założeniu, że pod butelką znajdzie się duży talerz. Nie czuję jednak, żeby udało mi się błyskotliwie rozwiązać problem. Szukam dalej…

2.png

Przesłanie na dziś

Moja Lady Przypominajka przejęła ostatnio rolę codziennego motywatora. Dzisiaj przyniosła takie oto przesłanie nt. macierzyństwa:

Swoją drogą, to ciekawe obserwować, jak dzieci zmieniają ludzi. Ci mega zorganizowani siłą rzeczy stają się bardziej spontaniczni i wyluzowani, a wieczni bałaganiarze nie mają wyjścia i wreszcie biorą się za porządkowanie życia, bo przecież ogarnąć tą dziatwę jakoś trzeba. A najlepiej jeszcze bez szkody psychicznej i fizycznej dla siebie…

123

Lady Przypominajka

Zabiegani rodzice wciąż o czymś zapominają. Zakupy, dentysta, fitness, lekarz, urodziny, obiecanki dla dziecka… Stwierdziłam, że potrzebuję przypominajki. Nie, nie chcę stosować żółtych samoprzylepnych karteczek, które notorycznie odpadają, a jeśli już trzymają się, to wprowadzają wrażenie nieładu. Telefonu też nie zamierzam używać w charakterze organizera, bo jak już pamiętam, że mam coś do niego wpisać, to nie pamiętam, gdzie go mam. Jak już go znajdę, to zapominam, co miałam wpisać…

Ta pani ma mi pomóc w ogarnięciu życia. Na jej zrobienie poświęciłam ok. 20 minut. W istocie jest to okleina tablicowa (6 – 9 zł /mb), przycięta przeze mnie do pożądanego kształtu. Stwierdziłam, że powyższa kobietka będzie cokolwiek pasowała do mojego pseudo glamour wnętrza. Rozważałam też profil Hitchcock’a. Dama i jej rozwichrzona fryzura jednak wygrały (utożsamiam się z tą fryzurą). Zamierzam po niej pisać kredowymi markerami w neonowych kolorach (7 – 14 zł/szt).

DSC07125.jpg

markery kredowe

Lokalizacja mojej przypominajki nie jest przypadkowa. Okolice lodówki i kuchenki mikrofalowej, to miejsca, gdzie ludzie kręcą się najczęściej, więc ważne informacje tym bardziej atakują człowieka i same wchodzą do głowy.

Gorąco zachęcam wszystkich „ogarniętych” do dzielenia się swoimi pomysłami na polepszenie codziennej organizacji, a tych mniej „ogarniętych” do czerpania inspiracji i rozwoju. Mam nadzieję, że mój pomysł stanie się właśnie taką inspiracją.

123

Trujące przyprawy kontra dzieci

Każdy rodzic stara się zabezpieczyć w kuchni szafki, noże, piekarnik i kuchenkę, ale niestety nie każdy pomyśli, że zło może się kryć w niepozornych przyprawach. I doprawdy nie chodzi o fakt, iż wasze dziecko może niefortunnie poczęstować się chili lub ostrą papryką. W powszechnym stosowaniu są przyprawy, których zbyt duże spożycie może zakończyć się dużo poważniejszymi dolegliwościami, a nawet śmiercią. Są to m. in.: sól, liść laurowy, gałka muszkatołowa, kminek, gorczyca. Zainteresowanych zachęcam do własnych poszukiwań na temat efektów ubocznych nadmiernego spożycia powyższych substancji. Gdzie zatem powinny się znaleźć przyprawy w kuchni idealnej?

Nie chowajmy naszych przypraw w szafkach, w papierowych torebeczkach upchniętych do plastikowych koszyczków. Nasz maluch, jak już sforsuje któregoś dnia zabezpieczenie szafki lub szuflady, albo jeden z domowników zapomni jej zamknąć, z pewnością zainteresuje się intrygującymi torebeczkami. Tak jak już pisałam wcześniej, najlepszą metodą przechowywania w kuchni jest umieszczanie przedmiotów na ścianach. Przyprawy również proponuję umiejscowić w ten sposób, najlepiej jak najbliżej kuchenki. Dzięki temu, będziemy mogli po nie szybko sięgnąć w czasie gotowania, nie otwierając szafek (co wiąże się ze zwróceniem uwagi malucha i odganianiem go od danej szafki) i nie robiąc bałaganu wewnątrz. Minusem tego rozwiązania jest wystawienie przypraw na działanie promieni słonecznych, co wiąże się z częściową utratą ich smaku. Jeśli komuś bardzo to przeszkadza, zawsze można nabyć specjalne pojemniczki lub po prostu doprawiać większą ilością przyprawy.